Przez trzy dni Tor Poznań stał się jednym z najważniejszych miejsc dla fanów japońskiej motoryzacji w Europie. Tegoroczny JAPFEST odbył się w dniach 24–26 lipca 2026 roku i ponownie pokazał, że wydarzenie już dawno przestało być zwykłym zlotem samochodowym. To pełnoprawny festiwal łączący tuning, motorsport, klasyczną motoryzację, drifting oraz kulturę Japonii.
Skala tegorocznej edycji robiła wrażenie. Na terenie Toru Poznań pojawiło się 1170 japońskich samochodów, 40 wystawców oraz ponad 10 tys. uczestników i widzów. W konkurencjach sportowych wystartowało łącznie 245 zawodników.
Największą gwiazdą JAPFEST 2026 był jednak człowiek, którego miłośnikom driftingu przedstawiać właściwie nie trzeba. Do Polski przyjechał sam Keiichi Tsuchiya – legendarny Drift King.

Ponad tysiąc japońskich samochodów w jednym miejscu
Spacer po terenie JAPFEST-u to jedna z tych sytuacji, w których trudno zdecydować, w którą stronę patrzeć.
Z jednej strony klasyczne Hondy, Toyoty, Mazdy czy Nissany. Z drugiej samochody przygotowane do jazdy torowej, driftowozy oraz mocno zmodyfikowane projekty tuningowe. Do tego auta budowane w stylu VIP, kei cary, samochody rajdowe i egzemplarze zachowane niemal całkowicie w oryginalnym stanie.
W tym roku można było zobaczyć m.in. liczne Nissany Skyline różnych generacji, Hondy NSX, Mazdy RX-7, Toyoty Supry, AE86, stare Toyoty Chaser i Soarer, a także znacznie rzadsze konstrukcje. Wśród nich znalazły się chociażby Autozam AZ-1, Eunos Cosmo, Honda Acty czy Nissan Skyline C10 Hakosuka.
To właśnie różnorodność jest jedną z największych zalet JAPFEST-u. Nie ma tutaj jednego obowiązującego sposobu na japoński samochód.
Obok perfekcyjnie odrestaurowanego klasyka może stać auto z ogromnym bodykitem. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się samochód przygotowany wyłącznie do jazdy po torze, a za nim kilkusetkonny driftowóz.
Każdy z tych projektów reprezentuje trochę inną część kultury JDM.
Show’n’Shine w wyjątkowej scenerii
W tegorocznej edycji organizatorzy wykorzystali również główną nitkę Toru Poznań jako część ekspozycji.
Samochody zakwalifikowane do Show’n’Shine ustawiono bezpośrednio na torze. Dzięki temu fragment obiektu normalnie kojarzony z walką o kolejne dziesiąte części sekundy zamienił się w ogromną wystawę.
Dziesiątki starannie przygotowanych samochodów ustawionych na kolejnych zakrętach stworzyły jeden z najbardziej charakterystycznych obrazów całego weekendu.
Było tutaj miejsce zarówno dla projektów stance, jak i klasyków, samochodów oldschoolowych czy aut przebudowanych zgodnie z japońskimi trendami tuningowymi.
Rywalizacja nie kończyła się zresztą wyłącznie na pokazaniu samochodu. Podczas JAPFEST-u tradycyjnie rozdawano nagrody w różnych kategoriach. Tytuł Car of the Event JAPFEST 2026 przypadł perfekcyjnie przebudowanemu Nissanowi Skyline R32 GT-R.
Keiichi Tsuchiya – Drift King na Torze Poznań
Dla wielu fanów największym wydarzeniem całego weekendu była obecność Keiichiego Tsuchiyi.
Japoński kierowca jest jedną z najważniejszych postaci w historii driftingu. Swój przydomek „Drift King”, czyli „Dorikin”, zdobył jeszcze w latach 80. Jego sposób jazdy i wykorzystywanie kontrolowanego poślizgu miały ogromny wpływ na późniejszy rozwój driftingu.
Na JAPFEST 2026 Tsuchiya nie pojawił się wyłącznie po to, aby rozdawać autografy.
W piątek wyjechał na pełną nitkę Toru Poznań specjalnie przygotowaną Hondą S2000 Supercharged. Samochód przygotowany do Time Attack pozwolił mu sprawdzić się na torze, którego wcześniej nie znał. Według relacji z wydarzenia Japończyk szybko odnalazł się na poznańskim obiekcie i intensywnie korzystał z samochodu podczas kolejnych przejazdów.
Prawdziwe widowisko rozpoczęło się jednak podczas driftu.
Tsuchiya jeździł m.in. Toyotą Suprą, Nissanem S14a oraz Nissanem Skyline R32 przygotowanymi przez polskie ekipy. Tym samym publiczność mogła zobaczyć na własne oczy człowieka, który w ogromnym stopniu przyczynił się do popularyzacji jazdy bokiem.
Trudno o bardziej symboliczne połączenie japońskiej i polskiej sceny driftowej.
Time Attack, czyli walka z czasem
JAPFEST to jednak znacznie więcej niż statyczna wystawa samochodów.
W piątek na pełnej nitce Toru Poznań rozegrano zawody Time Attack. Na starcie pojawiło się 90 kierowców, którzy walczyli o możliwie najlepszy czas okrążenia.
Tutaj nie liczył się wygląd samochodu.
Liczyły się przyczepność, właściwe ustawienie zawieszenia, hamulce, moc oraz przede wszystkim umiejętności kierowcy.
Właśnie takie konkurencje pokazują drugie oblicze japońskiej motoryzacji. Samochody, które kilka godzin wcześniej można było oglądać na paddocku, przestają być eksponatami i zaczynają robić dokładnie to, do czego zostały zbudowane.
Na torze różnica pomiędzy projektem wyglądającym szybko a samochodem, który rzeczywiście jest szybki, staje się bardzo wyraźna.
Godzina walki w Endurance
Kolejnym punktem programu był godzinny wyścig Endurance. Wystartowało w nim 25 zawodników.
Tutaj strategia wygląda zupełnie inaczej niż w Time Attack.
Nie wystarczy wykonać jednego perfekcyjnego okrążenia. Samochód musi utrzymać odpowiednie tempo przez dłuższy czas. Liczy się regularność, kondycja auta, temperatura podzespołów oraz umiejętne zarządzanie wyścigiem.
Dzięki temu uczestnicy JAPFEST-u mogli zobaczyć różne odmiany motorsportu w jednym miejscu.
Drift Battle i Drift Taxi. Tutaj spokojnie już nie było
Jeżeli Time Attack przyciągał fanów precyzyjnej jazdy, to część driftingowa odpowiadała za czyste widowisko.
W zawodach i pokazach driftowych uczestniczyło około 70 kierowców.
Dym z opon, samochody jadące bokiem i niewielki dystans dzielący kolejne auta sprawiały, że strefa driftu była jednym z najbardziej widowiskowych miejsc całej imprezy.
Dla publiczności przygotowano również Drift Taxi. Zamiast obserwować poślizgi zza bariery, można było przekonać się z perspektywy pasażera, jak wygląda szybka jazda samochodem utrzymywanym w kontrolowanym poślizgu.
W tym roku strefa miała jeszcze jeden wyjątkowy element. Wśród kierowców pojawiał się również Keiichi Tsuchiya.
Dla osób wychowanych na filmach z japońskich torów, nagraniach Best Motoring czy kulturze związanej z „Initial D” możliwość zobaczenia Drift Kinga jadącego bokiem na Torze Poznań była jednym z tych momentów, których trudno było spodziewać się jeszcze kilka lat temu.
Drag Wars. Japońskie samochody na prostej
Podczas soboty i niedzieli odbywały się również wyścigi równoległe Drag Wars.
W tej konkurencji wystartowało około 60 zawodników.
Tutaj filozofia była bardzo prosta.
Dobry start. Maksymalna przyczepność. Cała dostępna moc trafiająca na asfalt.
Drag racing daje również okazję do ciekawych pojedynków samochodów zbudowanych według zupełnie innych koncepcji. Niewielkie i lekkie konstrukcje mogą stanąć obok znacznie potężniejszych samochodów, a o wyniku nie zawsze decyduje sama liczba koni mechanicznych.
W niedzielę do zabawy ponownie dołączył Tsuchiya. Tym razem za kierownicą samochodu szczególnie mocno z nim kojarzonego – Toyoty AE86. Na torze pojawił się w specjalnych przejazdach z innymi egzemplarzami tego modelu.
JAPFEST to nie tylko samochody
Choć motoryzacja pozostaje centrum całego wydarzenia, organizatorzy od kilku lat coraz mocniej rozwijają również pozostałe elementy festiwalu.
Jednym z nich była Strefa Japońskiej Kultury.
Można było zobaczyć m.in. pokazy i warsztaty kaligrafii, przymierzyć yukaty i kimona, zobaczyć wystawę mieczy oraz samurajskich zbroi, poznać japońską literaturę czy kupić mangę i kolekcjonerskie modele. Wśród atrakcji znalazły się również warsztaty przygotowane przez studentów japonistyki UAM.
Na miejscu działała również rozbudowana strefa simracingowa.
Co ciekawe, podczas rozmowy z Keiichim Tsuchiyą zapytano go, od czego powinien rozpocząć młody człowiek marzący o karierze w motorsporcie. Odpowiedź Japończyka była niezwykle krótka: „Gra”.
Tsuchiya zwrócił uwagę na znaczenie symulatorów jako stosunkowo taniego sposobu rozwijania umiejętności kierowcy.
83 tysiące złotych zebrane podczas charytatywnej licytacji
JAPFEST 2026 miał również mniej oczywisty wymiar.
Podczas uroczystej gali przeprowadzono licytacje charytatywne, podczas których udało się zebrać 83 200 zł. Środki mają zostać przeznaczone na pomoc psychologiczną dla około 100 uczestników społeczności JAPFEST-u lub ich bliskich.
To jeden z elementów pokazujących, dlaczego organizatorzy tak mocno podkreślają społecznościową stronę wydarzenia.
JAPFEST nie jest jedynie miejscem, do którego przywozi się samochód na weekend. Dla wielu uczestników to środowisko ludzi znających się od lat i spotykających się regularnie właśnie dzięki wspólnej pasji.
1170 samochodów na torze. Tak zakończył się JAPFEST 2026
Na zakończenie imprezy organizatorzy zostawili widok, którego nie da się łatwo odtworzyć na żadnym parkingu czy klasycznym zlocie.
W niedzielę rozpoczęła się wielka parada uczestników.
Na czele kolumny znalazł się Keiichi Tsuchiya. Za nim na nitkę Toru Poznań wyjeżdżały kolejne samochody uczestniczące w JAPFEST 2026.
Łącznie 1170 japońskich aut zajęło około czterokilometrową nitkę toru. Według jednej z relacji sam przejazd wszystkich samochodów przez linię startu trwał ponad 11 minut.
Było to odpowiednie zakończenie trzech dni wypełnionych motoryzacją.
Przez chwilę nie liczyło się już, kto miał więcej mocy, kto wygrał Time Attack, czyj samochód kosztował więcej ani który projekt zdobył nagrodę.
Wszystkie samochody znalazły się na jednym torze.
JAPFEST wyrósł daleko poza klasyczny zlot samochodowy
Pierwszy JAPFEST odbył się w 2014 roku na wrocławskim Torze Rakietowa. Pojawiło się wtedy około 160 samochodów. W 2026 roku na Torze Poznań było ich już 1170.
Ta różnica najlepiej pokazuje drogę, jaką przeszło wydarzenie.
Dziś mamy do czynienia nie tylko z dużym zlotem japońskich samochodów, ale z imprezą, która łączy wystawę najlepszych projektów, profesjonalny tor, drifting, Time Attack, wyścigi długodystansowe, drag racing, simracing i kulturę Japonii.
Tegoroczna obecność Keiichiego Tsuchiyi dodatkowo podniosła rangę wydarzenia. Legendarny Japończyk nie został przy tym zamknięty w strefie VIP i ograniczony do kilku zdjęć z fanami. Jeździł, driftował, ścigał się, podpisywał samochody i wspólnie z uczestnikami zakończył weekend wielką paradą.
JAPFEST 2026 pokazał też, jak bardzo w Polsce rozwinęła się scena związana z japońską motoryzacją. To już nie tylko grupa ludzi spotykających się wieczorem na parkingu. To właściciele niezwykle rzadkich samochodów, profesjonalne warsztaty, zespoły wyścigowe, drifterzy, importerzy, firmy tuningowe oraz tysiące ludzi, którzy potrafią przejechać setki kilometrów, aby spędzić wspólnie jeden weekend.
A kiedy ponad tysiąc japońskich samochodów jednocześnie wyjeżdża na nitkę Toru Poznań, trudno znaleźć lepszy dowód na to, że ta społeczność ma się naprawdę dobrze.